środa, 1 kwietnia 2015

Droga do szczęścia przez piekło.

Dalej. Dasz radę. Poddanie się w tym momencie utwierdziłoby uznanie ciebie jako tchórza. Co ci szkodzi? To tylko jeden skok. Krok do przodu, a potem będzie z górki. Upadniesz, dostaniesz brawa. Przejdziesz dalej. Tylko tyle. Skacz! Po co zaprzątasz swoje myśli niepotrzebnym bałaganem złych wykreowanych przez podświadomość scenariuszy? Wyrzuć je z głowy, zrób to, potrafisz. Pokaż swoją siłę zamiast strachu. Po prostu skocz. Zrób salto i wyląduj na tym pieprzonym materacu. Jak się nie uda, to próbuj jeszcze raz. Musisz wygrać. Masz siłę, wykorzystaj ją.
Łatwo mówić, pomyślałam. W świadomości to wszystko wydaje się takie banalne, rzeczywistość już jest pełna schodów. Kto mądry myślał, że akrobatyka jest taka prosta? Och, tak. Ja. Deska pod nogami gibie się od mojego ciężaru, dookoła wlepione tysiące spojrzeń z trybunów tylko pogarsza strach.
No dalej, przecież to takie łatwe.
Zamach rąk do tyłu, ugięcie kolan i skok. Robiłam to setki razy na próbach, udawało się. W tej chwili też tak będzie. Robię to. Biorę rozbieg, wybijam się, lecę. Nie ma odwrotu. Obejmuję kolana rękami, wykonuję przewrót. Czuję pod nogami miękką powierzchnię.
Wylądowałam.
Uniosłam głowę, mój słuch wypełniła fala wiwatów i oklasków. Rozciągnęłam usta w szerokim uśmiechu. Wyrzuciłam ręce do góry, jeden obrót wokół własnej osi, drugi, a teraz skłon.
Udało się. Tak miało być.
Poszukiwałam wzrokiem tej wyjątkowej osoby. Nie było go. Wargi ułożone jako uśmiech nie utrzymały fasonu. Powędrowały stopniowo w dół.
-Jeszcze raz gromkie brawa dla Rydel Lynch!- rozległ się męski głos w głośnikach.
Ponownie otrzymałam owacje. Ukłoniłam się i jak najszybciej pobiegłam za kulisy. Savannah zarzuciła ręce na moją szyję. Gratulowała mi występu, pierwszego na żywo. Niezbyt słuchałam słów wypowiadanych przez przyjaciółkę, moja uwaga skupiła się na czymś innym. Na kimś innym.
Jace, moja potajemna miłość przekroczyła próg szatni, żadną nowością nie była Debby przy boku bruneta. Teraz przynajmniej miałam świadomość z kim był zamiast wspierać jakąś naiwną blondynkę, chcącą mu zaimponować.
-Pieprzyć go, Dells. Pozwolisz aby zepsuł ci taki wieczór?
Obrzuciłam Sav niezbyt przyjemnym spojrzeniem.
Cholerna miłość. Przyjaciółka miała rację, niechętnie musiałam jej ją przyznać.
-Wiesz co? Masz rację. Właśnie wykonałam skok z 50-ciu metrów nad ziemią, trzeba to uczcić!
*
W klubie zastałyśmy moich braci oraz przyjaciela. Na ich widok dobry humor powrócił. Pochwaliłam się występem, udawali, że cieszą się moim sukcesem. Niestety nie ze mną takie gry, a oni dobrze o tym wiedzą. Wciąż widoczny uraz na ich twarzach powodował ból. Odeszłam z zespołu, zraniłam ich, zawiodłam. Ta decyzja była największym błędem popełnionym w ciągu mojego dotychczasowego życia. Chciałam wrócić, naprawić błędy, nasze relacje, poczuć się szczęśliwa jeszcze raz. Za późno. Zaskoczyło mnie jak szybko na moje miejsce wskoczyła Rylee, dziewczyna Rossa. Ich opowieści o koncertach były dla mnie jak nóż w plecy. A myślałam, że już doszczętnie pokonało mnie usłyszenie na żywo "Love me like that" śpiewane z obcych ust. Włożyłam w tę piosenkę całe serce, moje uczucia, duszę. Dałam temu utworowi życie, a obecnie nie czerpię z tego takiej radości jak podczas występów.
-Rydel może coś do picia?- zaproponował Riker to takim głosem jakby dbanie o swoją młodszą siostrę było obowiązkiem, a nie miłością.
Nawet rozmowy odbywają się w sposób jakbyśmy nigdy przez 5 lat nie występowali razem na scenie, jakbyśmy nie byli rodzeństwem. Po prostu wydają się wymianami zdań między dopiero co poznanymi ludźmi. 
W takich chwilach czujesz się jak nowo-narodzony człowiek. 20 lat twojego życia można spisać na straty. Bo lepiej traktować te przeżycia jak martwą historię, zamiast żywe wspomnienia. Wtedy mniej boli.
-Nie, dzięki- podziękowałam bratu. Wyraz jego twarzy wyrażał zmieszanie, oczywiście nie spodziewał się odmowy. Zawsze robił mi śniadanie, a kiedy byliśmy mali nawet czesał moje włosy. Pomińmy fakt, że zamiast je rozczesywać wyglądałam jak po przejściu huraganu. Cóż, on do tej pory nie wie jaka jest różnica od szczotki do czesania włosów do szczotki od podkręcania ich.
-Spoko, to ja zaraz wracam- wymamrotał i już go nie było.
-Rydel, wiesz, że w piątek są moje urodziny- wyszczerzył ząbki Rocky- No i miło by było jakbyś się pojawiła na imprezie.
-Myślałam, że jako twoja siostra nie potrzebuję zaproszenia na taką uroczystość. Rossa bądź Rylanda też zapraszałeś w taki sposób, Rocky?- zagadnęłam uśmiechając się z wyższością.
-Nie- przyznał speszony.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, uwielbiałam ich wszystkich onieśmielać. To dawało mi większą przyjemność niż bita śmietana. Muszę wspomnieć o mojej miłości do bitej śmietany. Lubię jak rozpływa się po moich wargach, schładza je, sprawia mrowienie przyjemności. No dobra, jednak bita śmietana wygrywa w tej konkurencji.
-To dlaczego mnie zapraszasz?- kontynuowałam zawstydzanie brata.
-Z nimi mam lepsze kontakty odkąd opuściłaś R5.
-To, że opuściłam R5 nie znaczy, że opuściłam rodzinę. Kiedy wy to do cholery zrozumiecie?!- uniosłam się.
Wstałam z krzesła, nie miałam odwagi spojrzeć im w oczy. Po prostu wyszłam.
A mogłaś tego nie tracić. Wszystko byłoby takie jak dawniej gdybyś tylko została w tym cholernym zespole. Jesteś idiotką, wiedziałaś, że to was od siebie oddali. Mogłaś temu zapobiec, ale nie...Ty musiałaś wyjechać na koniec kraju za chłopakiem, który nawet na ciebie nie spojrzy. Ma cię gdzieś, tak jak rodzina. Schrzaniłaś to! Wiesz co miałabyś gdybyś nadal była w R5? Miłość, zrozumienie, wspomnienia, szczęście, zabawę. A teraz proszę, nie masz nic. I co? Nadal uważasz, że było warto?

Nie było. Dla najważniejszych osób jestem obcą dziewczyną.

A teraz przypomnij sobie jak podczas rodzinnych obiadów graliście w gry planszowe, wrzucaliście siebie nawzajem do basenu, rzucaliście słabe żarty, ale to nie miało znaczenia i tak każdy się z nich śmiał. No wspominaj jak skręciłaś kostkę, a wtedy każdy z chłopaków kłócił się który ma cię zanieść, aż w końcu wstałaś i o swoich siłach sama poszłaś do domu, bo oni pogrążeni w ostrej wymianie zdań nawet nie zauważyli twojej nieobecności. Śmiałaś się z tego jak Riker ochrzanił cię za nieumyślność.
Podczas wieczornej drzemki Rossa miałaś najlepszy ubaw. Bitą śmietaną ozdabiałaś twarz młodszego brata, tak żeby wyglądał jak prawdziwy mężczyzna z dorysowanymi wąsami. To i tak nie pobiło tego jak przefarbowałaś jego włosy na zielono i biedaczek musiał czekać miesiąc aż wrócą do poprzedniego koloru. Nosił beani, a gazety dociekały się czy tymczasem nie ogolił się na łyso.
A pamiętasz jak zrobiłaś Rocky'emu kucyka na czubku głowy, szybko zrobiłaś zdjęcie i opublikowałaś w necie? W zemście zamknął cię w garderobie, co nawet nie było zemstą. W końcu miałaś czas na policzenie wszystkich par butów.

Tak, kurwa, pamiętam.


CDN...
                         ----------------------------------------------------------------
Witam. A jednak pierwszy One Shot jest mojego autorstwa. 
Nudziło mi się i wyszło coś takiego.
Liczę na komentarze ;)
Tej historii będą jeszcze dwie części.
~Alex <3








Jak widzicie- One Shoty

Zacznę od tego, że one shoty nie będą tylko o Raurze. Może nieraz napiszę o tej parze, ale tutaj będę starała się pisać historie o członkach R5.
Przykłady:
OS o samej Delly i jakimś tam chłopaku (niekoniecznie Ell)
OS o Rikerze, Rockym, Ellingtonie.
No i nieraz dla fanów Raury o Raurze.
Chcę tylko wyjaśnić, że skoro blogi mam o Raurze, to nie znaczy, że jestem jakąś tam ich wielką fanką. O ile w ogóle można mnie nazwać fanką. Jestem Lauratic i skoro już chcę pisać o moich idolach w jednym blogu, to "stwarzam" Raurę. Tak jest prościej. Uważam, że do siebie pasują, ale końca świata nie będzie jak znajdą sobie kogoś lepszego.

No i wiadomość dnia! Co ja gadam...Roku!
Razem ze mną tego bloga prowadzić będzie...Tam dam dam dam:

Weronika Michalska!

Pewnie większość z was zna tą niesamowitą osóbkę <3
Prowadzi ona dwa blogi o Raurze:
Ghost
Nigdy nie wiesz na co trafisz
Oraz jeszcze jeden:
Bez niego wszystko jest niczym

Nie zdziwię się jak pierwszy One Shot będzie autorstwa Weroniki.
Nasze prace będą pojawiały się według naszych możliwości czasowych.
~Alex <3

poniedziałek, 30 marca 2015

Notka!

Jejuniu jak mnie tu dawno nie było!
Wiem, jestem beznadziejna. Zakładam blogi, potem ich nie kończę...Olewam.
Taka prawda, przyznaję się do winy.
Tak to jest, jak coś zaplanujesz tylko do pewnego momentu, a kiedy wyczerpiesz pomysły to już nie wiesz co dalej. Potem dokłada się brak czasu, nauka, sprawdziany, obowiązki i wszystko zanika.
Myślę, że wielu z was wie o co chodzi.
Nie chcę usuwać tego bloga, może po prostu zmienię adres i będzie to blog na One Shoty :)
Bardzo dziękuję wam za czytanie tego opowiadania (jeśli tak można w ogóle to nazwać)
Uhuuu jeszcze jedna sprawa!
Blog, który jako jedyny mi się udał i mam do niego wielkie plany ma duże powodzenie... Co nie znaczy, że nie mogę wam go tu po raz setny polecić - Taniec Uczuć~Raura
Zapraszam do czytania, komentowania, obserwowania.
~Alex <3

wtorek, 6 stycznia 2015

LBA :3

Dostałam dwie nominacje do LBA, za co dziękuję!
Nominowały mnie:
Clarisse Rodriguez -i'm the next supreme
oraz:
Isabelle Gracehttp://i-think-i-saw-you-raura-story.blogspot.com

W związku z tym, że nie chcę robić zamieszania (a jak wiadomo powróciłam do bloggera, jak na razie tylko z jednym blogiem) na pytania od dziewczyn odpowiem na moim innym blogu:

Taniec uczuć~ Raura

Mimo, że dostałam nominację tutaj, na pytania odpowiem tam :)

Jeszcze sprawa tego bloga:
Hmmm myślę nad tym wszystkim, muszę wiele uporządkować i na razie wróciłam tylko na Taniec uczuć. Zobaczę co będzie dalej ;*
~Alex <3



sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 7 ♡

*****Następny dzień*****
Laura stoi gotowa pod drzwiami z walizką w ręku i czeka na Vanessę.
-Już jestem, gotowa?- pyta starsza brunetka zbiegając po schodach, Laura kiwa głową i odwraca się do drzwi, otwiera je i wychodzi na zewnątrz.
-Lauraaaaaaaaaaaa ty małpoooooo!- słyszy głos Anabell, unosi głowę i widzi biegnącą w jej stronę przyjaciółkę. Puszcza walizkę i biegnie do Any,  zarzuca ręce na jej szyję. Czeka ją miesiąc bez niej, bez osoby,  której najbardziej ufa, można powiedzieć,  że bardziej od Vanessy.
-Będę tęskniła!- mówi odklejając się od blondynki.
-Ja też i dlaczego mi nie powiedziałaś, że wyjeżdżasz? Tylko wszystkiego dowiedziałam się od Vanessy!- oburza się i krzyżuje ręce na klatce piersiowej.
-Przepraszam- przytula przyjaciółkę raz jeszcze i słyszy wołanie Vanessy z samochodu- Do zobaczenia za miesiąc kochana!- oddala się od blondynki i rusza do samochodu. Zajmuje miejsce pasażera i wygląda przez okno,  za którym widzi Anabell,  machają sobie rękami i Vanessa odpala auto.
-Ahhh, masz dzwonić conajmniej raz dziennie, będziemy pisały maile i smsy- objaśnia Vanessa.
-Tak jest- Laura wygląda przez szybę i zauważa Lucasa- Zatrzymaj się!- nakazuje,  a Vanessa wykonuje polecenie młodszej siostry. Laura wyskakuje z samochodu i biegnie do chłopaka.
-Laura!- Lucas podchodzi do brunetki i obejmuje ją w talii- Wyjeżdżasz?
-Tak, będę tęskniła- mówi wtulając się w jego tors, unosi głowę i wpija się w jego usta. Niewinny całus przeistacza się w zahłanny pocałunen pełen przelewanej miłości. Z niechęcią oddalają się od siebie i patrzą sobie w oczy. Laura nie może nacieszyć się jego widokiem,  więc pożera go wzrokiem.
Lucas wyjmuje z kieszeni małe pudełeczko i daje je Laurze. Dziewczyna patrzy na niego i ledwo co trzyma ręce przy sobie,  by znowu nie rzucić mu się na szyję. Chęć przytulenia go wygrywa i brunetka ląduje u niego w ramionach.
-Co to jest?- pyta spoglądając na  fioletowe pudełeczko.
-Otwórz- uśmiecha się do niej.
Brunetka otwiera pudełeczko i jej oczom ukazuje sie naszyjnik z nawieszką w kształcie litery L, patrzy na Lucasa.
-Jest piękny , dziękuję. Dlaczego L?
-Bo Lucas,  bo Laura, bo Love- objaśnia brunet i ostatni raz obejmuje delikatnie dziewczynę,  a następnie pomaga jej zapiąć wisiorek.
-Kocham Cię,  do zobaczenia- Laura odbiega do Vanessy,  która patrzy na nią z czekaniem na wyjaśnienia. Młodsza brunetka patrzy na Lucasa stojącego za szybą, przesyła mu buziaka i macha dłonią w jego stronę.
-Nawet przystojny ten Twój Romeo- przyznaje Vanessa.
-Yhymmm....
*****
Laura wsiada do autokaru z grupą,  z którą będzie na obozie przez cały miesiąc.  Siada sama na tylnym siedzeniu i zakłada słuchawki na uszy. Dostrzega czarnowłosą dziewczynę patrzącą na nią czarnymi oczami. Owa dziewczyna ubrana w czarne ubrania i glany siada na siedzeniu przed Laurą i odwraca się do niej.
-Daga- podaje dłoń Laurze.
-Laura, milo poznać- wymusza uśmiech brunetka.
-Czy miło,  to się okaże- szatynka odwraca się od Laury. Brunetce siedzą w głowie słowa Dagi Czy miło, to się okaże. Co szatynka chce jej przez to przekazać? A może po prostu z góry zakłada, że się nie polubią? Teraz do autokaru wsiada dziewczyna w blond lokach i błękitnych oczach,  zajmuje miejsce obok Dagi, podają sobie dłoń. Blondynka także odwraca się do Laury. -Hej! Jestem Angela- uśmiecha się przyjaźnie.
-A ja Laura.
Dziewczyny rozmawiają ze sobą jeszcze parę minut.
-Hej, mogę z Tobą usiąść?- pyta ją znajomy głos,  Laura szybko patrzy na osobę,  która zadała jej pytanie, ale okazuje się,  że nie zna tej dziewczyny  chociaż trochę przypomnia jej ona Anabell. Ale przecież to nie może być ona i Ana nie ma brązowych, krótnich włosów.
-Jasne, siadaj- odpiera Laura i dalej kontynuuje rozmowę z Angelą, którą wszyscy nazywają Ellie, z nieznanych na razie Laurze powodów.
-Mówię Ci, a na tym obozie co roku są takie ciachaaa- śmieje się Ellie.
-Na przykład? Znasz kogoś,  kto co roku z tych ciach jest na obozie?- pyta Laura i przypomina sobie o Lucasie. Co będzie jak pozna jakieś ciacho i zakocha się? Co będzie z Lucasem? Spogląda na swój wisiorek od brunetka i łapie go w dłoń.  W niewiadomy sposób przed jej oczami pojawia się obraz ich razem. Widzi jak przytula go na ławce w parku i jej ciało spina się pod wpływem jego dotyku. Puszcza luźno naszyjnik, a obraz znika. Co tu się dzieje?
-Na przykład co roku jest taki chłopak Ross, na którego lecą wszystkie dziewczyny,  ale niestety blodnynek ma dziewczynę,  która wygląda identycznie tak jak ty- mówi blondyna,  a Laura patrzy na nią jak na niewiadomo kogo.
-Ta-ak j-aak ja-a?- duka brunetka,  a Ellie kiwa głową.
-Tak, Ross miewa podobno sny z jej udziałem,  znaczy tej jego dziewczyny Katie.
-Jak on wygląda?- pyta Laura, a Ellie pokazuje jej grupowe zdjęcie z obozu z ubiegłego roku. Od razu rozpoznaje chłopaka z jej snów.
-Cholera!
-Co?!- tym razem oprócz Ellie odwraca się do Laury Daga.
Laura opowiada dziewczynom o snach i jak trafiła na obóz. Te z zaciekawieniem słuchają brunetki i nie odrywają od niej wzroku.
-Cholera Laura! Ross śni o Tobie!- wykrzykuje Daga, a wszyscy w autokarze zwracają wzrok na dziewczyny- Zajmijcie się własnym życiem- warczy szatynka i od razu wszyscy wracają do poprzednich zajęć.
-To mnie przeraża- odzywa się sobotór Anabell, o którym dziewczyny zapomniały- Muszę dotknąć twojej dłoni- kontynuuje ni stąd ni z owąt. Laura z nowymi przyjaciółkami patrzy na dziewczynę jak na ufo.
-Co? Po co?
-Po prostu wyciągnij dłoń w moją stronę.
Brunetka z wahaniem podaje dziewczynie dłoń,  a tamta uśmiecha się przebiegle. Delikatnie łapie dłoń Laury i opuszkami palców masuje ją.
-Hmmm Laura Marie Marano...hmmm zakochana w niejakim Lucasie, który zerwał dla niej z Sią. Wczoraj opieprzyla w sklepie kasjerkę, gdy spieszyła się do lekarza. W drodze zaczęła okladac przyjaciółkę poduszkami,  a dzisiaj chciała wyjechać bez pożegnania...no ładnie. Dzisiaj już całkowicie nie myśli o swojej pięknej przyjaciółce Anabell i zajęła się swoimi nowymi koleżankami...niedługo pewnie już całkiem zapomni o owej pięknej blondynce i zajmie się Dagą oraz Ellie...
Laura zabiera  dłoń i zaczyna się głośno śmiać. Wszystko dla niej jest jasne,  jej przyjaciółka siedzi obok niej. Cieszy się jak głupia i nie wie co powiedzieć.
-Ana, szmato- przytula blondynko~ brunetkę- Możesz zdjąć tą perułkę- ciągnie za włosy Any, ale one ani drgną. Laura rozszerza oczy.
-Bo wiesz...to nie perułka...
-Co? Żartujesz? Brzydko ci w ciemnych włosach- wystawia język ku dziewczynie.
-Tobie za to zawsze brzydko- nie obyło się bez zdania Anabell.



----------------------------------------------
Witam Pandy C:
No i mam dylemat, czy zawieszać bloga, czy nie <3
Oczywiście wiem jakie są konsekwencje zawieszenia- E(L)MO ღ Kocham Cię <3
Ross pojawi się być może w następnym rozdziale, ale zależy to od mojego humoru C:
No i od tego, czy zawieszę bloga, czy nie XD
-Alex <3
PS: WCHODZIMY W TE LINKI I OBSERWUJEMY BLOGI:
It's my life... - my love :3 Wspaniały blog jak i autorka E(L)MO ღ ;*
Taniec uczuć- eee pewnie znacie... autorką jestem ja :3
Cali Girls- omnomnom *o* by: Rebeka :3





sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 6 ♥

"Nikt nie jest doskonały. Jak długo uparcie staramy się poprawiać, nasze niedoskonałości są po prostu etapami drogi"

-Vanessa już jestem!- krzyczy Laura przekraczając próg domu, strasza siostra zbiega na dół i staje przed Laurą.
-I co? Hm? Wiesz coś? Pewnie tak, a może się mylę?- obsypuje młodszą pytaniami, co wzbudza u Laury podejrzenia.  Oczywiste dla niej jest to, że strasza siostra coś  ukrywa. Zawsze gdy chce ją zająć czymś innym, tym razem odpowiadaniem na pytania chodzi o jakiegoś chłopaka, który wtedy ma czas na ucieczkę przez okno.
-Hmmm Vanessa czyżbyś miała jakiegoś gościa?- Laura nastawia ucho i chichocze- Bo wydaje mi się,  że na górze słyszę jakieś kroki- puszcza Vanessie oczko i biegnie pędem na górę,  mało co nie potykając się o schody. Wpada do pokoju siostry i zauważa otwarte drzwi balkonowe,  szybkim krokiem idzie na taras i wychyla się przez barierkę. Dostrzega kolegę, przyjaciela lub chłopaka Van, nie wie kim on jest dla jej siostry,  bo za dużo tych chłopaków odwiedza ich dom. Wraca szybko do pokoju siostry i zauważa bokserki leżące obok łóżka,  wpada na genialny pomysł. Chwyta bieliznę w opuszki palców i biegnie z powrotem na taras.
-Ej, chyba czegoś zapomniałeś!- krzyczy do chłopaka,  który męczy się z zejściem.
-O, dzięki! Rzuć je!- nakazuje chłopak.
-Nie? Przecież możesz tu wrócić i sam sobie je wziąć,  ja nie gryzę...chyba- uśmiecha się i wraca do pokoju,  gdy wpada Vanessa do swojego królestwa.
-Lauraaa- warczy- Czy ty masz w ręku...
-A no tak, oddaj mu- daje siostrze bokserki i śmiejąc się pod nosem opusza pokój. Zbiega na dół i wyciąga telefon z kieszeni. Przy okazji wypada jej wizytówka do organizatorów obozu.  Postanawia zadzwonić,  wybiera numer.
-Dzień Dobry,  z tej strony Nicole Evans, w czym mogę pomóc?- słyszy kobiecy,  przyjazny głos.
-Witam, nazywam się Laura Marano, dzwonię w sprawie obozu- wyjaśnia brunetka i chodzi nerwowo dookoła wyspy w kuchni. To będzie jej pierwszy w życiu obóz,  z dala od przyjaciół,  otoczenia, z obcymi ludźmi,  których będzie zapewne pierwszy raz widziała na oczy.
-Ach tak... Więc chce pani zgłosić córkę na obóz?- pyta kobieta,  a Laura zastyga w miejscu, po usłyszeniu słowa~ córka.
-Siebie,  mam 19- naście lat- syczy do telefonu i słyszy westchnięcie.
-Och, rozumiem,  ja emmm przepraszam- mówi zakłopotanym głosem pani Nicole,  a Laura zaczyna się śmiać.
-Nie szkodzi- odpowiada wesołym głosem i nalewa sobie jedną ręką soku pomarańczowego do szklanki.
-Dobrze, więc La... ughhh przypomnij swoje imie.
-Laura Marano.
-Dobrze Lauro, twój rok urodzenia?
-29 listopada,  1995 roku.
-Imiona rodziców?
-Ellen i Damiano- odpiera się plecami o blat i osówa się plecami na ziemię. Ogarnia ją smutek na przypomnienie rodziców,  zaciska mocno powieki, aby się nie rozpłakać. Pogodziła się z ich odejściem,  gdy zostawili je same, ale każde wypowiedzenie ich imion zadaje cios prosto w serce. Czuje te znajome uczucie i pustkę nie zapełnioną rodzicielską miłością.
-Twój pesel?
Laura podaje z pamięci załamanym głosem cyferki z peselu i inne podstawowe informacje na swój temat.
-To kiedy mam być gotowa na ten obóz? I gdzie?- pyta Laura, a na widok schodzącej na schodach Vanessy unosi się z podłogi i idzie do swojego pokoju.
-Jutro,  o 13 na przystanku przed LA Universy (Jakaś nazwa wymyślonaprzeze mnie- od aut.)
-Dobrzę, dziękuję.  Do widzenia!
-Do widzenia.
Kończy rozmowę i odwraca się do tyłu,  w progu stoi Vanessa z założonymi rękami i kamienną twarzą.
-Możesz mi to wyjaśnić?- pyta nie wchodząc do pokoju Laury i pokazuje młodszej wizytówkę z numerem, na który przed chwilą dzwoniła.
-Tak- odpowiada.
-Więc?- robi krok do przodu.
-Wyjeżdżam jutro na obóz, lekarz mówił, że powinnam jechać,  by odpocząć od wszystkiego- wyjaśnia i siada na swoim łóżku,  Vanessa dołącza się do niej i kładzie głowę na ramieniu młodszej siostry.
-Zostawiasz mnie?- łamie jej się głos,  nie chce zostać sama na tyle czasu.  Jeszcze wczoraj płakała z powodu oddalania się od Laury,  a teraz ta wyjeżdża zostawiając ją samą.
-Muszę,  wiesz o tym- wzdycha i czuje jak spadają na jej bluzkę łzy Vanessy,  gładzi siostrę po włosach- Przepraszam.
-Jedź jak musisz.  Pomóc Ci się pakować?- proponuje.
-No pewnie!
Laura wstaje z łóżka i idzie do szafy, podczas gdy Vanessa przynosi z garderoby walizkę. Wszystkie ubrania Laury lądują na łóżku,  siostry siadają i zaczynają wybieranie odpowiednich ciuchów. Rozmawiają na wiele tematów,  które do niedawna nawet by je nie zainteresowały.
-No Vanka, to kim był dla ciebie ten przystojniak, hm?- Laura zaczyna temat chłopaków.  Vanessa rumieni się i spuszcza głowę.
-No to ten...no... Chcesz tą sukienkę na obóz?- stara się zmienić temat i ukazuje siostrze sukienkę. Laura zabiera od niej ubranie i wkłada je do walizki. Nie chce, aby Vanessa zmieniła temat tak jak zawsze.
-Nie sukienkuj mi tu, tylko mów!- uderza lekko siostrę w przed ramie.
-Eric, mój były- wyznaje.
-Były? Były, z którym byłaś w łóżku?- pyta Laura ze zdziwieniem. Chociaż nie ma w tym nic dziwnego,  bo to w końcu Vanessa, przez którą Laura nie miała nigdy dobrej opinii w szkołach. Cóż Vanessa jest wyrywna i chyba była z każdym przystojnym chłopakiem ze szkoły. Każdym chłopakiem jako para, nie w łóżku, przynajmniej taką Laura ma nadzieję. Nigdy nie nazwałaby Van dziwką, bo jej siostra na pewno nie zniżyłaby się do poziomu lądowania w łóżku z pierwszym lepszym.  Można uznać to tak, że wpuszcza do sypialni tylko tych odpowiedzialniejszych chłopaków, ale co do tego Laura też nie ma pewności. Kocha Vanessę i wierzy,  że siostra nie zrobi żadnej głupoty i, że jak wróci z obozu nie okaże się,  że za parę miesięcy będzie ciocią.
-Yhym...będziesz starsza, to zrozumiesz- mówi Vanessa,  a Laura stara się zachować powagę. Nie lubi jak ktoś traktuje ją jak dziecko, które uczy się życia.
-Yhym...kiedy byłaś w moim wieku zaczęłaś być taka, a nawet wcześniej- wtrąca, a Vanka patrzy na nią chłodnym wzrokiem. Naprawdę to powiedziała? Powiedziała siostrze,  że zaczęła być "taka" w jej wieku, a nawet dużo wcześniej?
-Jaka zaczęłam być?
-Taka...Chłopaki, łóżko,  imprezy,  alkohol...- młodsza wymienia na palcach nie spuszczając wzroku z Vanessy.
-Czyli kiedy zaczęłam być taką dziwką?- pyta Vanessa.
-Tego nie powiedziałam- zaprzecza brunetka.
-Ale pomyślałaś- drodzy się rozbawionym głosem starsza,  a Laurze spada ciśnienie, obawiała się srogiej reakcji siostry.
-Nigdy nie nazwałabym Cię dziwką.
-Nie powiedziałabyś mi o mnie prawdy? Bo taka jest prawda,  jestem zwykłą szmatą Lau- łapie siostrę za dłoń- Ale ty musisz być ode mnie mądrzejsza.
-Ranyyy- wzdycha Laura-Skoro uważasz,  że to złe,  to dlaczego to robisz?
Vanessa uśmiecha się szeroko, we wnętrzu Laury buzują mieszane emocje, spodowane zmiennym zachowaniem jej starszej siostry.
-Zaczęłam kiedy opuścili nas rodzice,  chciałam udowodnić jaka to jestem dorosła.
-Udowodniłaś tym jedynie swoją głupotę- mruczy Laura pod nosem,  tak aby Van nie słyszała.
-Co powiedziałaś?
-Niiiic- piszczy Laura.
-Słyszałaaaaammmmm- przeciąga litery tak jakby była dumna, że złapała siostrę na czymś złym i śmieją się obie-Wiem, byłam głupia,  ale nie zawsze udaje nam się być takim jakim chcemy.
-Po co chcieć być kimś lepszym, innym? Przecież można być sobą i ty masz być sobą.  Kocham ciebie,  nie chciałabym nudnej, cichej Vanessy,  już wolę tą dziwkę- śmieje się Laura i przytula siostrę. Ma spakowaną walizkę i odstawia ją pod drzwi,  gdzie będzie czekała na nią jutro...

***
Pandki!
Rozdziału nie miało być dzisiaj,  ale w związku z tym, że na dance nie mam napisanego,  ten rozdział jest jakby przeprosinowy ^^
Skoro miałam napisany juz dawno, więc opublikowałam :*
~Alex ♡

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 5 ♡

"Została mi jeszcze do zapisania tylko jedna strona. Wypełnię jednosylabowymi słowami: I love, I have loved, I will love. (Kocham, kochałam,  będę kochać)"

-Hamuj!- krzyczy Laura,  gdy Ana zbyt bardzo rozpędza się na drodze i hamujeaz piskiem opon. Stoją w wielkim korku, a jest już 15 godzina- Cholera.
-Laurko, mam pomysł-śmieje się Ana, i daje nacisk na Laurko. Laura nie nawidzi, kiedy przyjaciółka tak się do niej zwraca.
-Dziwka- chichocze brunetka i sięga z tylnego siedzenia poduszki, a następnie okłada nimi blondynkę siedzącą za kierownicą.
-Eeej...- jęczy napastowana Ana i także poduszki z tylnego siedzenia lądują u niej w rękach- Szmata!- śmieje się Anabell rzucając w Laurę poduszką. Brunetka obrywa w brzuch i zgina się wpół .
-Auuuu suka!- Laura wystawia język Anie i trafia ją w ramię. "Zabawę" przerywa im trąbienie samochodów z tyłu. Blondyna wychyla się przez okno i spogląda na kierowców w tylnich samochodach .
-Księżniczko, czyżbyś nie wiedziała jak wciska się gaz?- pyta ją chłopak na około w ich wieku, stojący w korku na sąsiednim pasie. Laura nie może powstrzymać śmiechu i wybucha niepohamowanie.
-Wypachaj się parafianie!- blondynka pokazuje chłopakowi środkowy palec i odjeżdża z piskiem opon,  po założeniu okularów przeciwsłonecznych na oczy- Frajej- prycha i spogląda na śmiejącą się obok brunetkę.
-Ale przystojnyyyy- uśmiecha się Laura.
-Nooo...- potwierdza druga.
Laura pomrukuje pod nosem nucąc piosenkę,  która właśnie rozbrzmiewa w samochodzie. Ana skupia się na kierowaniu autem, lecz co chwilę zdarzenia zmuszają ją do powiedzenia nieprzyjemnych słów niektórym kierowcom.
-Jedź idioto!- krzyczy. Facet z samochodu przed dziewczynami zatrzymuje się na środku pasa i wysiada, a potem kieruje się w ich stronę.
-Mówiłaś coś dziewczynko?- pyta uśmiechając się przyjemnie.
-Tak. Mówiła, a teraz niech pan wybaczy...spieszymy się- odpowiada za przyjaciółkę Laura, która nie ma czasu na kłótnie Any z jakimiś idiotami.
Anabell zerka na nią kątem oka, a jej wzrok mówi- A mogłam tak fajnie się posprzeczać...
♥♡♥♡
Laura wysiada z samochodu,  gdy są pod kliniką.
-Dzięki- mówi do przyjaciółki i szybko wchodzi do budynku.  Po drodze dzwoni jeszcze do Vanessy aby poinformować ją,  że Ana zawiodła ją do kliniki.
Wchodzi przez drzwi i kieruje sie do gabinetu.  Puka w drzwi i po usłyszeniu Proszę uchyla je,  a następnie robi krok do środka.
-Witam- lekarz wstaje zza biurka i podchodzi do brunetki,  a następnie wyciąga dłoń w jej stronę- Mam nadzieję, że będę potrafił Ci pomóc.
-Wątpię- wypala Laura i nie podaje nawet lekarzowi dłoni,  tylko wymija faceta i siada wygodnie w fotelu, a potem zakłada nogę na nogę.
-Więc,  wszystkie dokumenty na temat twoich problemów mam przesłane- oświadcza lekarz i siada na swoim fotelu. Patrzy na brunetkę, następnie pisze coś na kartce.
-Czyli nie musze tłumaczyć tego wszystkiego znowu?- Laura siada wyprostowana i podpiera się na rękach.
-Nie, mam całą recenzję i nie mam zamiaru trzymać Cię tu długo- oznajmia specjalista- Uważam,  że skoro mamy jeszcze wakacje,  to powinnaś wyjechać na jakiś obóz,  zabawić się,  oddalić od rzeczywistości i monotonnego życia- relacjonuje pisząc dalej zdania na białym papierze.
-Obóz?
-Yhymmm potrzebny Ci odpoczynek od domu,  więcej świeżego powietrza i dużo, dużo więcej odpoczynku. Może kiedy będziesz wypoczęta, to organizm będzie bardziej uodporniony i sny znikną- tłumaczy brunetce.
Może lekarz ma rację,  Laura jest wykończona tym wszystkim i potrzebne jej oderwanie od świata.  Musi wyjechać na obóz z dala od domu,  od ludzi, od Laucasa, od Vanessy.
-Tu masz numer do organizatorów fajnego obozu- lakarz podaje Laurze wizytówkę,  a brunetka chowa ją do kieszeni i wstaje z krzesła.
-Do widzenia,  dziękuję- rzuca szybko i opuszcza gabinet.

♥♡♥♡
Laura wraca do domu i znowu zamiast zadzwonić po Vanessę woli iść piechotą.  Uznała,  że przyda jej się odrobina powietrza,  a poza tym uwielbia jesień. Jesień...właśnie....wrzesień...słońce i spadające liście.  Został jeszcze ponad miesiąc "wakacji" zanim trzeba będzie iść na uczelnie. Woli korzystać z dni wolnych i spędzić chociaż pare godzin na dworzu zanim wyjedzie na obóz.
-Laura!- odczuwa dłoń na swoim ramieniu.  Dotyk dłoni jego...Lucasa.
-Hej- uśmiecha się promienie i rzuca się chłopakowi na szyję.Czuje znajomą falę ciepła, która gotuje stopniowo jej krew.
-Muszę ci coś powiedzieć- zaczyna Lucas i chwyta Laurę za nadgarstek,  a następnie zwraca ją w swoją stronę- Laura...- oddycha ciężko i nie wie jak powiedzieć dziewczynie co do niej czuje.  Już dawno chciał to zrobić,  teraz uświadomił sobie co do niej czuje,  kocha ją.  Kocha ją, nie czuje do niej tego co do Sii, tylko wie, że to coś głębszego.
-Ymmm?-brunetka macha mu przed oczami, a on po powrocie do kontaktowania się ze światem rozgląda się dookoła.
-Ahh no tak. Kocham Cię- mówi i przyciąga Laurę do siebie,  by złożyć na jej ustach namiętny pocałunek. Ich usta złączają się w pocałunku, Laura odrywa się od bruneta.
-Poczekaj- mówi łapiąc powietrze do ust- Ja ciebie też- i zbliża się do niego ponownie,  zbliza się do jego twarzy,  ujmuje ją i przytyka swoje usta do jego warg. Chłopak wykonuje kolejny krok i pogłębia pocałunek.
-Nie jestem już z Sią- oznajmia szepcząc prosto do jej ucha- Lauro- odchodzi krok od brunetki i patrzy w jej oczy- Chcę z Tobą być.
-Lucas,  no...-gubi się Laura- Nie możemy być razem- kończy i spuszcza głowę. Trudno było jej to powiedzieć,  wie jak boli odrzucenie.  W końcu kiedy on był z Sią czuła jakby z każdym pocałunkiem Lucasa i Sii  ktoś wbijał jej nóż w plecy.
-Ale dlaczego?- łapie ją za nadgarstki i patrzą sobie w oczy.
-Ja niedługo wyjeżdżam na obóz,  z dala od domu.  Nie chcę być z Tobą na odległość- tłumaczy i chce odejść,  ale on nadal trzyma ją za nadgarstki. Bardzo chce z nim być,  ale w końcu wyjeżdża,  zdaje sobie sprawę,  że nie na zawsze. Kiedy nie są razem będzie jej łatwiej się pogodzić z brakiem jego obecności.
-Pojadę z Tobą- proponuje Lucas.
-Nie!- protestuje brunetka- Jadę na ten obóz sama, bo lekarz powiedział,  że muszę odpocząć od tutejszych ludzi i otoczenia.
-Lekarz?- chłopak jest zdziwiony.  Laura nie mówiła mu nigdy o snach i wizytach u psychologów i innych lekarzy, bo uznałby ją za wariatkę, która robi problemy z Bóg wie czego.
-Tak, ale pamiętaj,  że nawet jak Cię odrzucam, to nigdy nie pragnęłam tak bardzo żadnego chłopaka,  jak ciebie- wtula się w niego i odchodzi.
-Laura!- krzyczy za nią,  dziewczyna odwraca się- Kocham Cię i poczekam!
Laura kręci delikatnie głową i idzie w stronę domu.

****
Witam Was wraz z rozdziałem nr 5 :3
Ogólnie chyba możecie się już czegoś domyślić z tego rozdziału ;)
Powiem wam- Ross pojawi się za parę rozdziałów.
Jak pewnie zauważyliście jest w zakładce "Bohaterowie" dziewczyna o imieniu Katie :D i wygląda ona identycznie jak Laura :3
To tez ma mega znaczenie ^^
Dobra, za dużo wam powiedziałam :3
Dziękuję za mocną motywację <3
Jesteście kochani ^^
Pandki ♡
Do następnego rozdziału tu, lub na dance :**
~Alex ♥